MKTG NaM - pasek na kartach artykułów

Wola Rzędzińska. Pierwsza ruszała z pomocą do potrzebujących, teraz ją dotknęło nieszczęście. Pożar zrujnował jej dom

Paweł Chwał
Paweł Chwał
Lucyna Wiatr z synem Dawidem przy spalonym domu w Woli Rzędzińskiej. Budynek został poważnie uszkodzony przez pożar i podczas działań gaśniczych. Do wymiany jest m.in. dach, który na razie został tymczasowo zabezpieczony plandekami
Lucyna Wiatr z synem Dawidem przy spalonym domu w Woli Rzędzińskiej. Budynek został poważnie uszkodzony przez pożar i podczas działań gaśniczych. Do wymiany jest m.in. dach, który na razie został tymczasowo zabezpieczony plandekami Paweł Chwał
Lucyna Wiatr z Woli Rzędzińskiej dzień 19 czerwca zapamięta do końca życia. Omal nie straciła w pożarze życia, a jej dom rodzinny, o który z wielkim mozołem dbała, jest zrujnowany. Nie takich urodzin się spodziewała.

Była upalna, czerwcowa niedziela. Zbliżała się godzina 21, ale na zewnątrz było jeszcze widno. Pani Lucyna gościła koleżankę, która odwiedziła ją z okazji urodzin. Nastrój nagle prysł.

- Do domu wbiegł sąsiad wołając od progu, żebyśmy uciekali, bo się pali, bo wybuchł pożar. Początkowo nie rozumiałam, co on do mnie mówi. Jaki pożar, gdzie się pali? Przecież nic nie było czuć w środku. I w ogóle, z czego i kiedy ten pożar miał niby wybuchnąć, skoro przed chwilą byłyśmy na polu i nic złego się nie działo – opowiada mieszkanka Woli Rzędzińskiej.

Chwile grozy w Woli Rzędzińskiej

Dopiero, kiedy otworzyła drzwi i wyszła za próg zobaczyła gęsty dym. Zbiegali się sąsiedzi oraz przypadkowi ludzie. Pomagali ratować co tylko się dało przed płomieniami.

- Byłam w szoku, wpadłam w panikę i nie wiedziałam, co robić. Pobiegłam do szwagra po pomoc. To on odłączył prąd do budynku i zaczęli razem z synem próbował gasić ten pożar. Płomienie jednak się wzmagały i gdyby nie pomoc strażaków, to pewnie wszystko poszłoby z dymem – przyznaje kobieta, która w trakcie akcji zasłabła i wymagała pomocy pogotowia.

Na co dzień jest osobą silną i pozytywnie nastawioną do życia i ludzi, sprzedaje w sklepie w Tarnowie, ale wobec nagłego nieszczęścia poczuła bezradność i załamała się. - Uświadomiłam sobie, że mogę stracić mój dom, który tak bardzo kocham. Że wszystko to, co przez lata w niego zainwestowałam, idzie na marne. Nie wiedziałam, co robić. Na szczęście miałam aniołów stróżów – mówi Pani Lucyna.

Strażakom udało się wprawdzie zapobiec przedostaniu się ognia na mieszkalną część na parterze, jednak woda, która stłumiła pożar na poddaszu, spłynęła na dół, zalewając ściany z regipsów oraz uszkadzając panele na podłogach. Do wymiany jest także mocno nadpalona konstrukcja dachu z poszyciem z blachy oraz część elewacji.

- Budynek ma już swoje lata, ale przeszedł gruntowny remont. Mama włożyła dużo sił i oszczędności, aby prezentował się jak najpiękniej. To było jej oaza spokoju i bezpieczeństwa – przyznaje syn Dawid, który mieszka w dobudowanej części.

Pomoc dla pogorzelców spod Tarnowa

Straty spowodowane przez pożar oszacowane zostały wstępnie przez strażaków na 150 tysięcy złotych. Budynek jest wprawdzie ubezpieczony, ale wiadomo, że odszkodowanie nie pokryje kosztów wszystkich napraw. Dlatego na portalu szczytny-cel.pl utworzona została zbiórka na rzecz pogorzelców z Woli Rzędzińskiej.

W najbliższą niedzielę odbędzie się również dla poszkodowanej matki i syna zbiórka w miejscowym kościele pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego.

Pani Lucyna to osoba bardzo dobrze znana w lokalnej społeczności ze swojej empatii i ogromnego zaangażowania na rzecz innych. Od lat udziela się w parafialnej Caritas.

- Nie znam osoby, która byłaby bardziej oddana na rzecz innych, a których doświadczył los lub potrzebują pomocy. Zawsze jako pierwsza zgłaszała się na różne akcje dobroczynne i pomocowe oraz wiele z nich sama inicjowała – przyznaje Jadwiga, córka poszkodowanej w pożarze kobiety.

Mieszka w Krakowie, ale gdy tylko usłyszała o pożarze rodzinnego domu wsiadła w samochód i niedługo potem była w Woli Rzędzińskiej, aby wspierać załamaną mamę.

Pani Lucyna już trochę ochłonęła. Jak mówi – przekonała się o tym, że ma wielu przyjaciół i wspierającą rodzinę.

- Kocham pomagać innym. Teraz widzę w tym jeszcze większy sens, bo przez to przykre doświadczenie, które mnie osobiście dotknęło utwierdzam się jeszcze mocniej w przekonaniu, że dobro powraca – mówi pani Lucyna.

Przyczyny pożaru na razie pozostają zagadką. Szczęście, że wybuchł jeszcze za dnia i można było szybko zareagować. Gdyby ogień i duszący dym pojawiły się nocą, to domownicy mogliby zginąć.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Szczyt NATO. Ogromne wsparcie dla Ukrainy

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na tarnow.naszemiasto.pl Nasze Miasto