Tarnów. Środowiskowy Dom Samopomocy zamknięty przez koronawirusa. Niepełnosprawni stracili fachową opiekę i radość życia, a rodzice wsparcie

Paweł Chwał
Paweł Chwał
Przed budynkiem Środwoiskowego Domu Samopomocy ponownie pojawiły się banery z przejmującym apelem o przywrócenie pracy placówki Paweł Chwał
Od ponad miesiąca podopieczni środowiskowych domów samopomocy są pozbawieni ciekawych zajęć, kontaktu z rówieśnikami i wychowawcami, opieki rehabilitacyjnej i psychologicznej. Z powodu zagrożenia koronawirusem tego typu placówki - decyzją wojewody - zamknięto, a uczestników zajęć skazano na przebywanie w swoich domach. To, co w zamyśle miało chronić niepełnosprawnych, odbiło się negatywnie na zdrowiu fizycznym i psychicznym nie tylko ich, ale również ich najbliższych.

FLESZ - Czy firmy zaczną zwalniać pracowników?

Środowiskowy Dom Samopomocy im. św. Kingi przy ul. M. B. Fatimskiej w Tarnowie to placówka wsparcia dziennego dla osób niepełnosprawnych intelektualnie. Codziennie przez kilka godzin opiekę znajduje w niej ok. 70 niepełnosprawnych z Tarnowa i okolicznych gmin.

Niepełnosprawni nie rozumieją zakazu, ciężko znoszą przymusowe rozstanie z ŚDS-em

Decyzja o wstrzymaniu zajęć zapadła nagle, praktycznie z dnia na dzień. W czwartek rodzice dowiedzieli się, że nazajutrz – od 16 października ŚDS-y w Małopolsce będą zamknięte. Podobna sytuacja miała miejsce wiosną, podczas pierwszej fali pandemii koronawirusa. Wychowankowie bardzo ciężko znieśli wówczas przymusową kwarantannę i kilkutygodniową przerwę w zajęciach.

Teraz, kiedy ponownie zostali pozbawieni tego, co dawało im mnóstwo radości i pozytywnie nastrajało do życia, przechodzą rozstroje nerwowe, popadają w depresję, są nadpobudliwi, nerwowi i agresywni.

- Przebywanie w domach fatalnie odbija się nie tylko nie ich stanie psychicznym, ale również zdrowotnym. W ośrodku mieli zapewnioną stałą opiekę ze strony fizjoterapeutów i terapeutów, której teraz są niemal całkowicie pozbawieni. Dostanie się do innych placówek, w obecnej sytuacji graniczy wręcz z cudem. To, co zostało z nimi wypracowane zanika i następuje ogromny regres. Pojawiają się u nich przykurcze i problemy zdrowotne, które trudno będzie naprawić – zauważa Olga Gębica z Rady Rodziców przy ŚDS.

Rodzice pozostawieni sami z problemem

Syn pani Beaty ma porażenie mózgowe. Nie jest w stanie samodzielnie się poruszać i wymaga stałej opieki. Placówka przy Fatimskiej była dla nich wybawieniem.

- Aby utrzymać rodzinę i mieć na leczenie syna, muszę pracować. Bardzo trudno pogodzić pracę i opiekę nad synem. Przecież nie zostawię go samego. Nie wiem, jak to przetrwamy – mówi załamując głos.

W podobnej sytuacji jest większość rodziców podopiecznych ŚDS-u. Niektórzy dodatkowo sami są chorzy i nie są w stanie zająć się nimi tak, jak to miało miejsce w placówce.

- Zajęcia sprawiały Edwinowi ogromną radość. Był pełen energii, zawsze cieszył się na to, że spotka się ze swoimi znajomymi i wychowawcami. Czas mijał mu szybko. Teraz się nudzi i trudno go zmotywować. Do tego brak systematycznej rehabilitacji nasila spastykę - wylicza Barbara Chmura, mama 35-latka z mózgowym porażeniem dziecięcym.

Siostra Weronika, kierownik ŚDS-u im. św. Kingi dziennie odbiera po kilkanaście, kilkadziesiąt telefonów od bezradnych, pozostawionych samym sobie, na skraju wyczerpania nerwowego rodziców.

- Mamy kadrę, która w tym momencie jest praktycznie bezrobotna; warunki lokalowe, które gwarantują, że zajęcia mogą odbywać się w grupach góra 2-3 osobowych, w osobnych salach, bez styczności z innymi. Dzieci dowożone są na zajęcia indywidualnie lub busem, co ogranicza do minimum ryzyko zakażenia się koronawirusem – zauważa.

Apelują do wojewody, aby zniósł zakaz

Ma nadzieję, że odpowiedzialne za ten stan rzeczy osoby usłyszą rozpaczliwy głos osób niepełnosprawnych i ich rodziców i przywrócą działalność prowadzonej przez nią placówki.

- Jaka to jest ochrona życia i godności człowieka? Nasi terapeuci wprawdzie dzwonią do nich, próbują z nimi rozmawiać przez telefon, ale to nie to samo, co bezpośredni kontakt. Trudno podjąć dialog z osobą, która niejednokrotnie nie mówi lub nie jest w stanie skoncentrować się na rozmowie. Osłabieni psychicznie, w depresji, pozbawieni odpowiedniej opieki nie przetrwają pandemii. Ten zakaz jest irracjonalny i bardzo niebezpieczny – zauważa s. Weronika.

Zrozpaczeni rodzice napisali dwa listy do wojewody, aby zmienił swoją decyzję o zamknięciu śds-ów. „W naszych rodzinach zaczyna być dramat: zapadamy na depresje, choroby nerwowe, i inne. Czy chodzi o dobro osób niepełnosprawnych i ich rodzin, czy o to, by ich wykończyć, nie na Covid-19, ale na inne choroby?” - pytają.

Wojewoda rozstrzygając o zawieszeniu działalności w ŚDS-ach oparł się o rekomendacje małopolskiego inspektora sanitarnego. W międzyczasie sytuacja epidemiologiczna na terenie województwa uległa jeszcze pogorszeniu.

- Analiza wskazywała, że choć usługi ŚDS-ów istotnie przyczyniają się do poprawy jakości życia uczestników i ich rodzin, to jednak niebezpieczeństwo związane z epidemią jest zbyt wielkie, aby zajęcia mogły odbywać się na terenie placówek - czytamy w odpowiedzi z biura wojewody.

Urzędnicy zapewniają, że trwa wypracowywanie nowych rozwiązań, które zapewniać będą bezpieczeństwo epidemiczne uczestnikom śds-ów i ich rodzinom. Kiedy może to nastąpić? Odpowiedzi brak.

Czytaj także

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.