COVID i lockdown zmiotą mnóstwo firm. Zagrożone 3 mln miejsc pracy! Kilka branż bez przyszłości. Komu pomagać? A może pandemia to szansa?

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
Kolejne wprowadzane przez rząd obostrzenia i zakazy powodują zamykanie kolejnych branż. Kilkaset tysięcy firm, podobnie jak wiosną, całkowicie straciło klientów, przychody – i ledwie żyje. Ale i bez administracyjnych restrykcji owe branże i firmy miałyby potężne kłopoty z utrzymaniem się na powierzchni – podkreślają eksperci gospodarczy. Dodają, że pracownikom trzeba pomagać, by nie tracili pracy i dochodów, bo to nakręciłoby kryzys gospodarczy. Jednocześnie – obok owej doraźnej pomocy – państwo musi uruchomić pożyczki i kredyty pozwalające firmom wyjść z „trędowatych branż” lub zmienić model biznesowy na nowoczesny, bardziej przyszłościowy, np. związany z cyfryzacją, automatyzacją lub/i zieloną energią. Niemcy przeznaczają na ten cel trzy razy więcej pieniędzy niż na pomoc doraźną. Chcą mieć dzięki temu po kryzysie jeszcze silniejszą, nowoczesną i konkurencyjną gospodarkę.

FLESZ - Ponad 5 mln Polaków będzie pracować zdalnie

Albo setki tysięcy firm upadnie, albo zawczasu zmienią branże

Od początku pandemii w Polsce (i nie tylko) największy problem dotyczy turystyki międzynarodowej i biznesowej, lotnictwa pasażerskiego, hotelarstwa, sektora wydarzeń, targów, koncertów i konferencji, transportu zbiorowego (kolej, autobusy, samoloty), branży fitness, całej grupy usług wymagających bezpośredniego kontaktu z klientem oraz większości gastronomii. Co gorsza - kłopoty nie są tu chwilowe i w części sektorów nie ustąpią wraz z opadnięciem obecnej fali pandemii. A to oznacza, że albo setki tysięcy firm upadnie, albo zawczasu zmienią branże i modele biznesowe na bardziej przyszłościowe.

- Polski rząd przekazał dotąd znaczne środki publiczne firmom przede wszystkim po to, by uratować miejsca pracy, a ściślej – dochody ludzi. Formalnie te pieniądze dostały firmy, ale tak naprawdę chodziło właśnie o to, by dysponowali nimi ludzie, robili zakupy, kupowali usługi. W przeciwnym razie groziło nam nakręcenie spirali recesji – wyjaśnia prof. Witold Orłowski, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula, znakomity ekonomista, który już w maju przewidywał dalszy rozwój pandemii i opisał jej gospodarcze skutki – dokładnie takie, jakie widzimy teraz.

Profesor dodaje, że taka doraźna pomoc może się w niektórych branżach wydawać bez sensu, zwłaszcza teraz, gdy już widać, ze pandemia i jej skutki zostaną z nami nie miesiące (jak wielu uważało jeszcze wiosną), lecz lata; dla biur podróży czy hoteli żyjących z turystyki międzynarodowej i kongresowej oznacza to lata bez dochodów, co w ogóle podkopuje fundamenty tego typu biznesów – przynajmniej w dotychczasowej formie i znanym wcześniej modelu biznesowym.

- Ale to doraźne wsparcie jest ważne z powodów, które wymieniłem: bo za tymi dramatami kryją się konkretni ludzie, wyborcy, wymagający pomocy, a jednocześnie ich ewentualne problemy finansowe mogą się odbić na kondycji całej gospodarki. Nasz rząd poniekąd nie ma wyjścia: musi ich wspierać. Robią to zresztą wszystkie mądre rządy, i w Niemczech, i w USA. Najistotniejsze jednak jest to, że najmądrzejsze rządy patrzą o wiele dalej i dlatego czynią znacznie więcej, niż owa doraźna pomoc: uruchomiły gigantyczne środki dla tych przedsiębiorców, którzy postrzegają kryzys jako szansę do rozwoju w przyszłościowych dziedzinach. U nas tego myślenia po stronie władzy nie widać – mówi prof. Orłowski. Dodaje, że – szczęśliwie – widać je natomiast w Polskim Funduszu Rozwoju (PFR), który stara się finansować inwestycje przedsiębiorców służące owej pożądanej zmianie.

Koronawirus w gospodarce: branże bez odbicia i poprawy przychodów

Hotel na krakowskim Kazimierzu? Restauracja w centrum Poznania? Sklep z obuwiem w warszawskiej galerii handlowej? Salon fryzjerski w Zakopanem? Biuro podróży międzynarodowych w Katowicach? Spółka przewodników po Toruniu? Firma organizujące koncerty we Wrocławiu? Wszystkie te biznesy jeszcze rok temu kwitły, szukając ludzi do pracy i odmawiając części klientów – z braku terminów. To się skończyło wraz z pandemią.

W większości najsilniej dotkniętych branż kryzys trwa od wiosny, a nadzieja na ożywienie wywołana lipcowym poluzowaniem restrykcji - i ludzkich zachowań – zgasła już w sierpniu, wraz z wezbraniem kolejnej fali koronawirusa (a może wciąż tej poprzedniej). Letnie „odbicie” w przypadku większości wymienionych branż oznaczało, że zamiast 99,9 proc. utraty przychodów rok do roku (a takie odnotowały zamknięte krakowskie hotele i restauracje w II kwartale 2020) firmy miały w lipcu 70 procent strat. Ale w sierpniu już 75 proc., a we wrześniu ponad 80 proc., by w listopadzie zbliżyć się do 90 proc.

"Chyba wszyscy już zdali sobie sprawę, że ta pandemia i wywołany przez nią kryzys gospodarczy to nie jest sprawa przejściowa"

  • Branże rozrywkowa i rekreacyjna już we wrześniu odnotowały 50-procentowy spadek liczby klientów, do kin i teatrów poszło w październiku o ponad jedną trzecią mniej Polaków niż miesiąc wcześniej.
  • Jak wynika z analiz rządowych, całkowita wartość wydatków obywateli na rozrywkę i rekreację była przed wprowadzeniem ostatniej serii ograniczeń o 85 proc. niższa niż rok temu (na kulturę – o 90 proc. niższa).
  • Po zamknięciu przez rząd kolejnych działów gospodarki - od poniedziałku m.in. sklepów w galeriach, placówek kultury i częściowo hoteli, a wcześniej restauracji i branży fitness - obroty wielu przedsiębiorców znów wyniosą – zero. Natomiast koszty – wynagrodzeń, czynszów, obsługi zaciągniętych wcześniej kredytów, abonamentów na media itp. - pozostaną bez zmian. Jak długo?

- Chyba wszyscy już zdali sobie sprawę, że ta pandemia i wywołany przez nią kryzys gospodarczy to nie jest sprawa przejściowa, przeziębienie, które odchorujemy i potem wszystko wróci do normy, tylko coś, co długotrwale zmienia zasady funkcjonowania gospodarki. Mówiąc brutalnie, ale realistycznie: COVID wymiecie mnóstwo firm. W wymienionych wyżej branżach szansę na przetrwanie mają dosłownie nieliczni - komentuje dr Sonia Buchholtz, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Zwraca uwagę, że przetrwać mogą wyłącznie ci, którzy - po pierwsze - mają tzw. poduszkę finansową (czyli pieniądze na opłacenie wszystkich kosztów i zobowiązań w sytuacji, gdy braku przychodów), a po drugie - mogą mieć nadzieję, że kryzys minie np. za kwartał i w kolejnych miesiącach odzyskają klientów.

- Jak się wydaje, w niektórych branżach, np. w turystyce, szanse na szybki powrót do stanu sprzed pandemii są niemal żadne. Nie tylko dlatego, że obostrzenia i zakazy mogą być w różnych krajach przedłużane lub wprowadzane na nowo, co kompletnie dezorganizuje podróżowanie i zniechęca potencjalnych podróżnych, ale też dlatego, że pozostanie z nami strach – mówi dr Buchholtz. Jako przykład podaje koncert: tysiąc ludzi, jeden chory, możliwość zakażenia 100 osób.

- To paraliżuje. Dopóki medycyna nie znajdzie skutecznego rozwiązania – lekarstwa, szczepionki – i dopóki to rozwiązanie się nie upowszechni, ludzie będą się bać, a to jest fatalna wiadomość dla wszystkich przedsiębiorców i pracowników w sektorze lotnictwa, turystyki, hotelarstwa, branży eventowej, gastronomii itd., bo oznacza, że klienci jeszcze długo nie zapłacą za ich produkty i usługi

Koronawirus w gospodarce: Jak długo potrwa kryzys i czy jest sens ratować firmy-zombie?

Coraz więcej analiz mówi, że np. w szeroko pojmowanej branży turystyki międzynarodowej sytuacja zacznie się normalizować za trzy-cztery… lata. Premier Mateusz Morawiecki, podczas konferencji poświęconej nowym obostrzeniom, podkreślił, że „na kontach przedsiębiorców leży o 50 mld zł więcej niż przed pandemią”. Nie wyjaśnił jednak, że oszczędności zgromadziły niemal wyłącznie te firmy, które zyskują na kryzysie – z branży informatycznej, logistycznej, e-commerce, biotechnologicznej, chemicznej.

Grubsza „poduszka finansowa” pojawiła się także na kontach części firm budowlanych – co czwarty podmiot z tej branży nie musiał dotąd w ogóle korzystać z jakichkolwiek tarcz. Jednocześnie jednak yule samo proc. firm budowlanych wskazywało w lipcu (w badaniu przeprowadzonym przez GUS), że nie przetrwają dłużej niż miesiąc, jeśli restrykcje związane z pandemią się przedłużą lub nasilą. Około połowy twierdziło, że zgromadzone zasoby wystarczą im na trzy miesiące. A mówimy tu o branży, która nie została tak silnie dotknięta przez koronakryzys, jak wymienione wcześniej i której bezpośrednio nie dotyczy większość ograniczeń i restrykcji.

- Nie ma sensu za wszelką cenę ratować firm-zombie. Publiczne pieniądze lepiej przeznaczyć na wsparcie tych przedsiębiorców, którzy dostrzegli, że muszą zmienić branżę lub model biznesowy. Na jaki? Ano taki, który pozwoli im osiągnąć solidne przychody w kolejnych latach. Taka zmiana nie jest łatwa, bo np. by przejść z turystyki do e-commerce niezbędne są odpowiednie kompetencje i kwalifikacje, i u przedsiębiorcy, i u załogi. Na ten cel winny iść publiczne pieniądze. Oraz na inne konieczne inwestycje – mówi dr Sonia Buchholtz.

Dodaje, że daje to szansę na rozwój polskich firm w przyszłościowych branżach, jak IT, nowe technologie, a przede wszystkim we wszelkich dziedzinach związanych z transformacją energetyczną, budową zeroemisyjnej gospodarki, czyli kluczowego dla Unii Europejskiej Zielonego Ładu.

Na ten cel Polska dostanie ogromne pieniądze. Jeśli je mądrze wykorzystamy, to obecny dramat tak wielu firm w sektorach dotkniętych przez pandemię możemy szybko przekuć w sukces na całkiem nowych polach. To będzie wielki impuls dla polskiej gospodarki. Ale do tego niezbędne jest długofalowe spojrzenie pozwalające wypracować strategię na lata. Apelujemy do rządzących, by pilnie zasiedli do gospodarczego Okrągłego Stołu wraz z organizacjami biznesu. Sam rząd takiej strategii nie wypracuje

- kwituje dr Sonia Buchholtz.

Profesor Witold Orłowski zwraca uwagę, że np. Niemcy przeznaczyli relatywnie podobne środki jak Polska na doraźną pomoc dla firm. Równocześnie jednak trzy razy więcej pieniędzy udostępnili na kredyty i pożyczki dla przedsiębiorstw chcących się rozwijać w tzw. przyszłościowych kierunkach, jak szeroko pojęte nowe technologie, przemysł i gospodarka 4.0 (IT, cyfryzacja, automatyzacja, robotyzacja), a przede wszystkim – transformacja energetyczna, odnawialne źródła energii itp. Inwestycje związane z budowaniem Zielonego Ładu mają pochłonąć minimum jedną trzecią unijnych środków dostępnych wkrótce w ramach funduszu odbudowy unijnej gospodarki oraz nowego wieloletniego budżetu UE na kolejną dekadę.

Czytaj także

Wideo

Materiał oryginalny: COVID i lockdown zmiotą mnóstwo firm. Zagrożone 3 mln miejsc pracy! Kilka branż bez przyszłości. Komu pomagać? A może pandemia to szansa? - Dziennik Polski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie